
Przypowieść o robotnikach w winnicy może budzić w nas sprzeciw. Łatwo zrozumieć rozgoryczenie tych, którzy pracowali od rana. Trudzili się przez cały dzień, znosili upał, a na końcu otrzymali tyle samo co ci, którzy przyszli do pracy dopiero pod wieczór. W ludzkim odczuciu wydaje się to niesprawiedliwe.
Jezus jednak nie opowiada tej przypowieści po to, aby wyjaśnić zasady wynagradzania pracowników. Chce nam pokazać, jak działa serce Boga. Bóg nie kieruje się ludzką rachubą zasług. Jego miłość nie jest nagrodą za liczbę przepracowanych godzin, ale darem.
Wielu ludzi przez całe życie wiernie służy Bogu, modli się, uczestniczy w Eucharystii i stara się żyć według Ewangelii. Inni odnajdują drogę do Boga dopiero po latach oddalenia. Dla jednych i drugich Pan przygotowuje to samo zbawienie. Nie dlatego, że jedni zasłużyli mniej, a drudzy więcej, lecz dlatego, że wszyscy potrzebują Jego miłosierdzia.
Ta Ewangelia stawia nam pytanie: czy potrafimy cieszyć się dobrem, które Bóg okazuje innym? Czy nie zazdrościmy komuś przebaczenia, sukcesu, łaski lub szczęścia? Czasami trudno zaakceptować, że ktoś otrzymuje tyle samo, a może nawet więcej, choć naszym zdaniem zrobił mniej. Tymczasem Pan przypomina: „Czy na to złym okiem patrzysz, że ja jestem dobry?”.
Bóg jest Ojcem, który szuka człowieka do ostatniej chwili. Wychodzi na rynek nie tylko o świcie, ale także w południe, po południu i pod wieczór. Nikogo nie przekreśla. Każdemu daje szansę. Każdego zaprasza do swojej winnicy.
Nie skupiajmy się więc na porównywaniu z innymi. Ważniejsze jest pytanie: czy ja odpowiadam na Boże zaproszenie? Czy jestem dziś w Jego winnicy? Czy pozwalam działać Jego łasce?
Niech radość z dobroci Boga będzie większa niż nasze ludzkie kalkulacje. Wtedy zrozumiemy, że w Królestwie Bożym najważniejsza jest nie długość pracy, lecz wielkość Bożej miłości.