Dzisiejsza Ewangelia stawia przed nami jedno z najtrudniejszych pytań chrześcijaństwa: czy naprawdę chcę iść za Jezusem, także wtedy, gdy droga prowadzi przez trud, wyrzeczenie i krzyż?

Piotr, który chwilę wcześniej wyznał wiarę w Jezusa jako Mesjasza, nie potrafi zaakceptować zapowiedzi Jego męki. Chciałby Chrystusa zwycięskiego, silnego, podziwianego przez tłumy. Nie chce słyszeć o cierpieniu i odrzuceniu. Tymczasem Jezus bardzo stanowczo przypomina, że Boży plan jest inny niż ludzkie oczekiwania. Droga zbawienia prowadzi przez miłość zdolną do ofiary.

Słowa Jezusa: „Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje” nie są zaproszeniem do smutku czy cierpiętnictwa. Są wezwaniem do prawdziwej wolności. Zaprzeć się siebie oznacza zrezygnować z egoizmu, pychy i stawiania własnej woli ponad wolę Boga. Oznacza uczyć się kochać bardziej niż myśleć tylko o sobie.

Każdy z nas niesie swój krzyż. Dla jednych jest nim choroba, dla innych trudne relacje rodzinne, samotność, problemy w pracy, lęk o przyszłość czy codzienna walka z własnymi słabościami. Jezus nie obiecuje, że usunie wszystkie ciężary. Obiecuje natomiast, że będzie obok człowieka, który Mu zaufa.

Dzisiejszy świat często zachęca do szukania wygody, sukcesu i natychmiastowej satysfakcji. Jezus natomiast przypomina paradoks Ewangelii: „Kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je.” Człowiek odnajduje pełnię życia nie wtedy, gdy wszystko zatrzymuje dla siebie, ale gdy potrafi dawać siebie innym.

Niech ta Ewangelia skłoni nas do pytania: za czym naprawdę podążam? Czy moje decyzje są inspirowane Ewangelią, czy jedynie ludzką kalkulacją? Chrystus zaprasza nas dzisiaj, abyśmy nie bali się drogi krzyża, ponieważ to właśnie ona prowadzi do zmartwychwstania i prawdziwego życia.